Szłam sobie drogą leśną.W lesie.I nagle!BUM!TRACH! PLASK! No tak.Ja to ja nie?Zaczepiłam nogą o korzeń i lecę do przodu.Sparaliżowało mnie że strachu więc się nawet nie bronię.I nagle jakieś silne ręce chwytają mnie w tali i ciągną w górę. Ten jebany skurczybyk (jeszcze wtedy o tym nie wiedziałam)zaczął do mnie gadać coś po chorwacku. Ale co tam!Ja mam go obcykany
-Co?-mówię elokwentnie jak Potter na eliksirach.Unosi prawą brew
-Poland?-pyta a ja kamienieję.Po chwili głupio odpowiadam
-Ja,ja!Poland!Ja!-czuję jak policzki zaczynają mnie piec ze wstydu.Uśmiecha się podnosząc jeden kącik ust.
-Nawi nie wisz jaki masz szczńście!-mówi wkładając ręce do kieszeni spodni-Ucz się polski tak jak innych język.-z każdym słowem zbliża się do mnie nieznacznie a ja się cofam.W końcu wpadam na drzewo,a on nadal do mnie podchodzi!Zatrzymuje się dopiero gdy dzielą nas centymetry.
-Dzięki za pomoc.-mówię próbując znaleźć jakieś coś gdzie mogę uciec nie?Ale on trzyma ręce obok mojej głowy na drzewie.
-Proszę -mówi nie zmieniąc pozycji.
-Puść-warcze patrząc mu ostrzegawczo w oczy. Sukinsyn...
-A co mi to da?-pyta retorycznie
-Radość innego człowieka-odpycham go od siebie mocno.W jego oczach błyska ironia.Chwyta mnie za nadgarstek.
-Puszczaj-syczę a on uśmiecha się do mnie złośliwie.
-Jeszcze się spotkamy.Mowie ci to.Ja do tego doprowadzę. -również syczy mi do ucha a ja czuję gęsią skórkę na ramionach.Wyrywam mu się i szybkim krokiem odchodzę w stronę hotelu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz